Razem z Amber leżeliśmy na Radosnej Łące. Mówiliśmy o chmurach, co przypominają.
- Ta, wygląda jak duże serce.
- Hę. A ta, jak....yyyyy...co to jest?
- Wygląda jak mały szczeniak bawiący się w śniegu. -Powiedziała Amber i zerwała się ze skrzywiona miną.
- Co się stało!? - Pomyślałem, że to pewnie szczeniak, chce już wyjść. - To....już?
- Chyba tak! - Amber zaczęła głośno dyszeć, a ja spanikowany nie wiedziałem co robić. - wezwę pomoc. Tylko nigdzie się nie ruszaj! -odwróciłem się i pobiegłem w stronę drzew.
- Bardzo śmieszne. - Wtedy Am głośno krzyknęła i upadła na ziemie. Zawróciłem, by podbiec do niej. Nagle usłyszałem cichy pisk. Gdy podeszłem do Amber ona, leżała zmęczona i uśmiechała się do czegoś. A raczej do kogoś. To była mała wadera. Słońce spadało na jej śliczną białą sierść.
- Trzeba nadać jej imię. - powiedziała cicho Amber.
- Przypomina moją matkę, a oczy ma po tobie.
- Może....Aria?
- Tak. Ładne imię Aria.
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Właśnie kończę ostateczne poprawki dotyczące watahy ;) Zamiany: - Zmieniony został szablon bloga ( jeśli macie jakieś lepsze możecie po...
-
Właśnie kończę ostateczne poprawki dotyczące watahy ;) Zamiany: - Zmieniony został szablon bloga ( jeśli macie jakieś lepsze możecie po...
-
Współczułem Rickowi. - Nie umiem ci pomóc - wyznałem zakłopotany - Daj jej chwilę na odpoczynek. Dzień, góra dwa. Wtedy pójdź do niej i ją ...
-
Nareszcie sami. -podszedłem do wadery i zacząłem ją namiętnie całować. Tym razem nie zaprzeczała. Spędziliśmy wspaniałą noc. Rano wstałem wc...
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz